wtorek, 13 lutego 2018

ZWIERZĘCE INSTYNKTY

     O stanfordzkim eksperymencie przeprowadzonym przez psychologa Philipa Zimbardo w 1971 roku słyszał już pewnie każdy, jeśli nie to polecam wygooglować. Stał się on bazą do przemyśleń po obejrzeniu filmu pod tytułem "The Belko Experiment", który swoją premierę miał we wrześniu ubiegłego roku. Filmy bazujące na granicy normy/moralności/etyczności mają to do siebie, że silnie oddziałują na nasze myślenie o świecie, o otaczających Nas ludziach. Zaczynamy zastanawiać się nad wieloma rzeczami, pojawiają się liczne pytania na które odpowiedzi nie zawsze są klarowne i oczywiste a momentami wręcz kontrowersyjne. Nie rzadko wprowadzają Nas one w jeszcze większe zakłopotanie niż przed ich postawieniem. Na myśl mi przychodzi od razu historia Sokratesa i Jego niekonwencjonalne na tamte czasy sposoby prowadzenia konwersacji. Chociaż jakby się temu przyjrzeć to i współcześnie mamy liczne problemy z udzieleniem poprawnej odpowiedzi. W tym momencie nasuwa się pytanie, co to znaczy poprawna odpowiedź? Umiejętność stawiania trafnych pytań jest niewątpliwie bardzo przydatną umiejętnością niejednokrotnie prowadzącą do niczego.. a może Nietzschego? Kto wie.
     Odnosząc się do fabuły filmu - rzecz dzieje się w korpo, założonej i prowadzonej przez rząd a jak się później okazuje szefem jest człowiek, który był trenowany do sił zbrojnych. Cała firma jest ulokowana na pustkowiu, budynek jest niczym pancernik przygotowany na atak kolejnej wojny światowej a jego pracownicy noszą wszczepione w tył głowy nadajniki DLA OCHRONY.
     Zabawa zaczyna się w momencie przyjazdu do firmy wszystkich - dokładnie 80 - osób. Wtedy to zostają oni odseparowani od świata zewnętrznego i podlegają od tego momentu sile wyższej(coś w stylu Big Brothera). A więc Wielki Brat informuje pracowników o zaistniałej sytuacji - że biorą udział w eksperymencie i będą się nawzajem zabijać by zrealizować zadania powierzone im przez Wielkiego Brata. Oczywiście nikt nie bierze tego na poważnie aż do momentu, gdy zostają zabici(wysadzeni przez nadajniki w głowie, które były dla ochrony) pracownicy.
     Swoją drogą już w trakcie filmu zastanowiło mnie dlaczego pierwszą propozycją pracowników(gdy już zdadzą sobie sprawę, że to nie żart) jak rozwiązać tę sytuację jest próba wyłonienia 30 osób będących skazanych na śmierć. Przecież w korpo nie pracują osoby bez wykształcenia a przynajmniej jak zobaczycie w Belko - czy za wykształceniem i wiedzą jaką zdobywamy - mam na myśli tutaj wiedzę poboczną o sobie/świecie/relacjach/życiu - podczas toku nauki czy studiów nie powinna iść także dojrzałość emocjonalna? Rozumiem - albo może i nie do końca - sytuacje zagrażającą życiu. Człowiek nie myśli wtedy racjonalnie jednak czy to go usprawiedliwia? W grupie 80 osób tylko jeden mężczyzna przeciwstawia się eliminacji i stara się wymyślić inne rozwiązanie. Czy to nie przerażające? W jaką stronę idzie świat, jeśli tylko jedna osoba na osiemdziesiąt myśli o innych a nie tylko o swoim istnieniu?
     Jak to możliwe, że człowiek w ciągu kilku minut potrafi zapomnieć o człowieczeństwie i wszelkiej moralności jaką kierował się(przynajmniej mam taką nadzieję) w swoim dotychczasowym życiu? Jak silne są w Nas zwierzęce instynkty, których celem jest przede wszystkim przetrwanie nawet kosztem grupy? Możecie się domyślić jak potoczyła się dalsza akcja filmu, jednak warto poczekać na zakończenie.
     Ten film na pozór mało znaczący silnie zapadł mi w pamięci, zwrócił uwagę na ważne aspekty naszego życia. Pokazał, że pomimo XXI wieku nadal rządzą Nami pradawne siły i popędy. To przykre, ale i motywujące do działania, do uświadamiania innych o ważności Naszego istnienia pomimo wszystko.

K.

niedziela, 26 listopada 2017

SUPERWIZJA

Podwójna osobowość? Nie rozwiązane problemy z dzieciństwa, mechanizmy obronne. Psychika człowieka potrafi Nas zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie. To co się dzieje w naszych głowach potrafi Nas jednocześnie rozbawić, ale i wprowadzić w stan osłupienia i niedowierzania.

środa, 1 listopada 2017

PO TRUPACH DO CELU?

Droga na szczyt, sława, luksusowe życie, ambicje i determinacja by to wszystko osiągnąć, kto z Nas chociaż raz przez chwilę w całym zabieganym życiu o tym nie pomyślał? Kto o tym nie marzy, a czasami nawet nie śni?

piątek, 27 stycznia 2017

O zamykaniu rozdziałów




            Rozdział – jeden z określonej puli fragment książki, który został od siebie rozdzielony w celu odseparowania i segregacji informacji.

            Drogi Czytelniku, jeżeli sądzisz, że tekst ten będzie poświęcony radom pisarskim czy tworzeniu układu książki, to nie jest to co myśli. O czym ten fragment jest?  Jest o... przeczytaj go i wydaj swoją własną opinię na ten temat.

            Czasem zdarza się, że ktoś powie zwrot ,,zamknąć rozdział w swoim życiu” czy ,,to jest rozdział zamknięty”. Chodzi tu o to, że ktoś pragnie zamknąć bezpowrotnie dany okres w swoim życiu bądź załatwić dany problem tak aby do niego nie wracać.
            Pozwolę sobie założyć, że ty Czytelniku też masz za sobą ,,zamknięte rodziały” do których nie chcesz wracać. Źle podjęte decyzje; zdarzenia, które nie powinny się wydarzyć; sytuacje, które można było przewidzieć, ale nie podjęło się, myśląc, że konsekwencje nie dotkną ciebie ani nikogo innego i to nie ważne czy chodzi tu o kogoś kogo znasz czy kogoś obcego. Nie ważne.

            Ja sam mam taki rozdział. Myślałem, że będę dalej go rozwijał. Mimo, że nie posiadałem już pomysłów by go dalej rozwijać albo jak pojawiały się pomysły by go kontynuować to były zbyt głupie i żałosne aby je wcielać.

            Jednak, jak możesz pomyśleć, co chciałeś kontynuować, a zaniechałeś?

            Razu pewnego, dawno temu poznałem Pewną Osobę. Nie sądziłem, że ja zwrócę uwagę Tej Osoby, a że Ta Osoba zwróci na mnie uwagę, ale stało się. Zechciałem spróbować zaprzyjaźnić się z Tą Osobą. Była specyficzna w swoim zachowaniu, nie wiele ludzi mogło znieść ten wzrok, niektórzy unikali jej towarzystwa. Przetrwałem te wszystkie próby i zacząłem lepiej przyglądać się ten osobie i zobaczyłem to co inni widzieli, ale nie mogli dostrzec całego obrazu.

            Osoba Ta była charyzmatyczna, miała ten magnez, który przyciągał ją do siebie. To wciąż nie były główne atuty. Głównym jej atutem był ogień, który płonął w tej Osobie. Ogień ten rozgrzewał duszę i przy tym ogniu topniały zmartwienia, defetyzm oraz zwątpienie. Wierzcie mi czy nie chłopcy i dziewczęta, ale Ta Osoba płonęła tym ogniem. Cieszyłem się, że jest w pobliżu tego ognia. Ten sam ogień rozgrzewał mnie, a przeciwności losu były wodą w której gasiłem ten żar, ale w ten sposób hartuje się stal. Czułem ten żar, ten ogień. Pragnąłem aby ten ogień w Tej Osobie nigdy nie gasł, by rozpędzał ciemności zwątpienia i odganiał demony moje duszy. Tak bardzo pragnąłem tego ognia.
            Byłem dla tej osoby towarzyszem, pocieszycielem, doradcą oraz niekiedy dziwną mieszanką tych wszystkich rół społecznych i czułem, że to działa.

            Jednak wszystko co dobre, szybko się kończy.

W życiu Tej Osoby, wydarzyło się coś co zakończyło jej rozdział, w ten sposób w jaki nikt spośród was Chłopcy i Dziewczęta by tego nie chciało...
            Byłem świadkiem i uczestnikiem ciągu zdarzeń które przerwały te wszystkie miłe rzeczy. Mimo, że nie byłem winny żadnemu z tych ogniw tego łańcucha nieszczęścia.

            Osoba ta zaczęła mnie unikać. Początkowo odpowiadała mi nieuprzejmie, później z trudem odpowiadała na moje przywitanie, aż w końcu przestała na mnie patrzeć i zaczęła unikać mojego towarzystwa. Poczułem się odtrącony i pogardzony.


            Wiedziałem, że tak przebiega ten proces wykluczania z tego ,,Plemienia”. Sam byłem świadkiem jak jeden z członków został z niego wykluczony w ten, sam sposób...  Lider twierdził, że zrobił coś nie godnego jak na standardy naszej grupy... Początkowo uznawałem to co słuszną decyzję, a ja teraz patrzę z perspektywy czasu, był to straszny błąd z mojej strony, ale jak to powiedział pewien filozof... Nigdy nie widzimy obrazu w całości.

W taki sposób zostałem wyklęty z plemienia ,,Wielkiego Ognia. Początkowo myślałem, że to moja wina. Powiedziałem coś co może kogoś obraziło albo zrobiłem coś wbrew jakiemuś niepisanemu kodeksowi praw. Próbowałem znowu nawiązać kontakt z Tą Osobą... Bezskutecznie. Jedyne co otrzymywałem to milczenie albo ,,dyplomatyczne” zbywanie bądź wymijające odpowiedzi... Było mi z tym faktem smutno, ale jak już wspominałem wcześniej... Nic nie może wiecznie trwać... Zostałem sam. Pozostali członkowie ,,Plemienia” przestali odpowiadać na moje przywitanie, a niektórzy posyłali mi spojrzenie niczym człowiekowi, który dokonał niegodnego czynu. Sam nie wiedziałem, co zrobiłem ale byłem pewien, że nikomu, celowo nie wyrządziłem żadnej krzywdy.

         W obliczu, nadchodzącego, Wielkiego Testu i mierzenia się z przeciwnościami losu, poznałem Przyjaciela, na tym samym polu bitwy, który był lojalny wobec mnie, szczerze udzielał mi odpowiedzi na moje pytania i przemyślenia oraz jak tylko mógł pomagał mi uporać się z moimi starymi i nowymi demonami. Ja również starałem się jak najlepiej wypełnić tą samą rolę i odwzajemniać to samo... Tylko Ten Przyjaciel, może mnie ocenić pod tym względem

         Myślałem, że zostałem już na stale pogardzony i zapomniany przez ,,Plemię Wielkiego Ognia”, jednak się myliłem w niektórych kwestiach.
Miałem czasem wrażenie, że Lider tego ,,Plemienia” pragnie znowu abym wrócił do ,,macierzy”. Robił to w ten sposób wysyłając czasem członków plemienia aby ,,niewinnie” ze mną porozmawiali czy sam się niekiedy zbliżał się do mnie i stał w pobliżu oczekując interakcji z mojej strony.

        Czułem te próby na sobie, ale nie chciałem ich podejmować. Nie chciałem poczuć znowu tego samego bólu odtrącenia i pogardy jakie dostałem. Do tego  Ta Osoba nie był już tą Samą Osobą. Obserwowałem ,,Wodza Wielkiego Plemienia”. Z twórcy, krzewiciela i opiekuna tego, cudownego ognia stał się Maszyną. Zimną Maszyną, która sam sobie służąc, spełniania swoje własne ambicje i cele, które sam sobie ustanowił. Czasem jego reakcje bądź empatia, są czasem pozorem bądź iluzją, za którą stoi dobrze rozpisany komputerowy program z elementami sztucznej inteligencji co skutecznie naśladuje te ludzkie rzeczy... Ta maszyna mnie przeraża.

         Niektórzy mogą mi zarzuć, że to nie jest ten obraz który widzę. Odpowiem wam tyle. To mój obraz, moje cienie i moja percepcja, bo jesteśmy wciąż przykuci i zamknięci w tej samej Platońskiej jaskini. Widzimy te same cienie, ale ja widzę te tańczące cienie w ten sposób za jaki uznaje odpowiedni.

          Może miałem szansę wrócić do plemienia, może nigdy jej nie miałem. Jednak jedno jest pewne, te słowa, które pisze są ostatnimi zdaniami w tym rozdziale mojego życia. Wątpię żebym kiedyś jeszcze do nich wrócił. Mam już dosyć przebywaniu na rozdrożu myśli cały czas karmiąc się fałszem i fałszywymi nadziejami, że wszystko wróci jak za starych, dobrych czasów kiedy byłem przy Wielkim Ogniu.

Czas rozpocząć nowy rozdział...

Autor: Nicolay Goroniewicz

środa, 12 października 2016

17 rzeczy jakie policjant wie o młodzieży cz. 2

Jak wcześniej wspominałem, oto druga część 17 rzeczy, jakie policjant wie o młodzieży...



11. Pewnego razu zostaniesz wezwany do nastolatka, który popełnił zbrodnie. Przybywasz na miejsce, pokazujesz insygnia policji będąc gotowym porozmawiać z blond-włosym młodzieniaszkiem, podchodzisz przyjaźnie i dostrzegasz, że młodzik ma około 7 lat i mówi ci żebyś się pier$%^*^. Siedmiolatek.  Kiedy masz do czynienia z tak ,,uszkodzonym dzieciakiem“ zupełnie tracisz głowę. Co masz z tym zrobić? Ma siedem lat. Nie jesteś przygotowany na takie zdarzenie. Prawo nie jest albo szkoła. Może nikt nie jest.  Sprawia to, że zaczynasz się zastanawiać czy terapia szokowa wciąż jest stosowana. Ten dzieciak musi być ,,rozgryziony“ przez dziecięcych psychologów żeby z powrotem poskładali mu psychikę. Jest społecznym problemem, którego nie naprawisz a ledwo rozumiesz.



 12 . Okazuje się, że ta mniejszość nie może być kratowana tak samo jak dorośli, ale wszystkie regulacje dla kontaktu policji z młodzieżą doprowadzają do tego, że młodociany przestępca jest traktowany jak wrażliwy kwiatuszek. Przedstawiasz im prawa Mirandy tak wcześnie jak to możliwe, nawet jeżeli dotyczy to pomniejszej zbrodni. Jest napisanych wiele elaboratów ile mogą wykonać telefonów i do jakich stałych obiektów możesz ich przykuć, takim obiektem jest ławka przy której będą czekać na proces. W niektórych jurysdykcjach wymagane jest aby w dłuższych czach oczekiwania zapewnić przekąskę dla młodocianego. Doprowadza to do dyskusji kto ma ,,wybulić“ dwa dolce na Snickersa z automatu dla czternastoletniego złodzieja aut. Spotkasz nawet organizacje, pojawiające się na policyjnych spotkaniach i będą żądać aby nie używać określania ,,młodzi gangsterzy“ tylko ,,zagrożonymi młodocianymi“ by uniknąć stygmatyzacji. Nawet prawna terminologia jest pod tym względem ,,antyseptyczna”:  młodociani nie są ,,aresztowani“ tylko ,,zatrzymani“ i muszą być odizolowani od dorosłych, którzy mogą ich demoralizować. Zdarza się, że za poważne przestępstwa jakie popełnili młodociani – gwałt, zbrojna napaść – są zabierani do Schroniska dla nieletnich, a reszta jest  zwalniana przez opiekunów lub rodziców i mają wyznaczoną datę procesu. Więc jeżeli dzieciak wybije ci szybę w aucie oraz ,,zajuma“ radio z deski rozdzielczej i policja go zabierze zaraz po tym zdarzeniu, jest spora szansa, że jeszcze spotkasz go przed kolacją jak będzie gotowy zabrać twoje nowe głośniki z auta.

Ale to tyle jeżeli chodzi o młodych, zajadłych gnoi.

Powiem ci coś. Gdybym znał któregoś z niech jako dzieciak, miałbym poważne kłopoty.


13. Jednym z powodów dla których musisz użerać się z niezliczoną ilością nieobliczalnych młodzików, jest taki, że ludzie, którzy zdecydowanie nie powinni mieć dzieci, mają ich dwójkę, szóstkę, dziewiątkę i to jeszcze z różnymi partnerami. Razu pewnego zatrzymałem niejakiego Miltona, oszusta, głupiego jak but, z ,,szerokim ryjem“, Był na warunkowym za zabójstwo. Przechwalał się, że ma trzynaścioro dzieci z różnymi partnerkami, ale nie przechwalał się, że potrafi wszystkie utrzymać, tylko to, że większość z dzieci ma imię po nim. Z tego co mi powiedział Milton, zamierza mieć ich jeszcze więcej. Zamierza stworzyć małą armię Miltonów.
Albo weźmy dwudziesto-jedno letnią, z Zaburzeniem afektowano-dwubiegunowym prostytutkę imieniem Weronika. Ma na lewym ramieniu tatuaż z napisem ,,Sucz“ i jeszcze bandaż po zastrzyku przeciwko rzeżące. Weronika urodziła dwójkę dzieci. Pierwsze to jedno – roczna dziewczynka, a drugie to 4 miesięczny chłopiec. Urząd do spraw Dzieci składa jej regularne wizyty odnośnie przemocy i poniewierania dzieci. Weronika ma problem z jednym z ojców swoich dzieci, facet ma na imię Andre. Weronika wytoczyła mu postępowanie karne przeciwko przemocy rodzinnej, chodź mają zakaz zbliżania do siebie, nagminnie go łamią. Zapytaj się Wery jak idzie jej z Andre to ci opowie, że musiała ,,ugryźć go w ku$%#$“ podczas ostatniego spotkania bo próbował ją zgwałcić.

Ci rodzicie przywodzą mi na myśl fragment z The Closing of the American Mind: ,, Nie mają nic żeby dać swoim dzieciom, wizji świata, godnych modeli do naśladowania ,czy głębokiego kontaktu z innymi ludzi”. 
 
To co mamy zamiast to umiejętność tworzenia kolejnych generacji, które są ze są sobą świetnie związane i jednocześnie najgorzej, beznadziejne, zepsute. Niektóre z tych dzieciaków wygryzą sobie drogę ze swojej sytuacji za pomocą szczęścia i determinacji, ale wszystko jest ukartowane. Ten napływ niedostosowanych, psychicznie i mentalne niezdrowych dzieci jest rdzeniem większości społecznych problemów, zwłaszcza kiedy wyrastają na niedostosowanych, niezdrowych dorosłych, którzy popełniają od groma zbrodni 
 
Znasz dobrych ludzi i kompetentne agencje, które zwalczają tą społeczną niedole. Są programu kontrolujące i nauczające , ale czasy są ciężkie i potrzeba czegoś więcej. Może znajdzie się jakiś ekscentryczny miliarder, który mógłby rozpocząć serie klinik do spraw kontroli narodzin i płacić ochotnikom za dokonywanie na nich wazektomii i sterylizacji. Program mógłby być podobny do filozofii programu Project Prevention, gdzie amerykańska organizacja non profit płaci osobom uzależnionym od narkotyków, długoterminowe okresy w których nie zaszli w ciąże ani nie poczynili dziecka, dostają za to 300$, ale mogli by to również proponować osobą nie uzależnionym. Pragnąłbyś zapłacić tym, którzy nie są odpowiedzialni do wychowywania dzieci, chodź z drugiej strony mogłoby to też skusić te osoby, które desperacko potrzebują pieniędzy i dobrych rodziców. Te same kliniki mogły by oferować operacje przywracające płodność, jeżeli pacjent udowodniłby, że posiada stabilne życie. Takie kliniki można byłoby rozpowszechnić na terenie całego USA. Mogły by mieć dobre miejsca parkingowe, sympatyczne i pomocne recepcjonistki, duży asortyment popularnych magazynów w poczekalni. Może jeszcze darmową kawę i kanapki jeżeli fundusz by pozwolił. 

Ktoś mógłby takie podejście nazwać eugeniką. Można byłby zaproponować krytykom spędzenie nieco czasu z takimi Miltonami i Weronikami, nim zaczęliby wysnuwać ostateczne sądy odnośnie tego rozwiązania
Teraz trzeba znaleźć ekscentrycznego miliardera, który zgodziłby się dać pieniądze na takie przedsięwzięcie....

Znasz jakiegoś?

15. W wielu departamentach policji, w przypadku gdy złapiesz nieletniego za naruszenie godziny policyjnej, jesteś zobowiązany do odczytania im konstytucjonalnych praw, że uciekinier został zatrzymany za przebywanie poza domem w późnych godzinach nocnych. Brzmi to dziwnie, ale jeżeli tylko nie zrobisz, będziesz zachowywał się jak agent rządowy naruszający prawo. Często wydaje się, że młodociani nie do końca łapią na czym polega przyłapanie ich „po godzinie policyjnej”. Na większość pytań odpowiedzą:,,Co?“. Wszystko sumiennie nagrywasz i zastanawiasz się ,czy licea wciąż nauczają „wiedzy o społeczeństwie“.

16 Czasem się zdarza, że na typowych amerykańskich imprezach - przyjęcia na świeżym powietrzu czy mecze sportowe, jesteś ubrany w swój służbowy mundur. Często wtedy podchodzi do ciebie dzieciak i prosi cię o autograf, czy coś w tym stylu. Jeszcze niedawno, dzieci robiły coś takiego bardzo często, dzisiaj jest to niemal niespotykane. Widzą twoją oznakę i wydaje im się, że jesteś superbohaterem albo jakimś celebrytą. Oczywiście, nie jesteś żadną z tych postaci, ale nie obrażasz się. Fajnie jest się choć przez chwilę poczuć jak gwiazda.

17 Cynizm w Policji coraz bardziej się rozprzestrzenia i utwardza w spisie codziennych nastrojów policjantów na służbie. Czasami pragniesz  też optymizmu. Przypominasz sobie o nastoletnich kryminalistach, jakich zatrzymywałeś przez lata, a którzy jako dorośli całkiem się zmienili. Pewnego dnia napotkasz, któregoś z nich i okaże się, że są wzorowymi pracownikami. Doskonale będziesz o nim pamiętać, a on bardzo dobrze będzie pamiętał swoje wyczyny z młodości.  Potrząsiesz głową na znak przywitania, a on,  go odwzajemni na znak szacunku. Pamiętasz, jak zatrzymałeś go jako 13 letniego złodzieja aut. Miał jedzenie we włosach i nie pachniał zbyt dobrze. Mieszkał ze swoją babcią, bo nie zna swojego ojca, a matka wyjdzie z więzienia dopiero w następnej dekadzie. Kiedy wypełniałeś papiery i pytałeś się nastolatka o cokolwiek, dokładnie widzisz jak trzęsie mu się szczęka. Słyszysz, jak młody złodziej przyznaje, że nie jest winny. Patrzysz na niego, próbując przejrzeć jego myśli, mentalnie skrobiąc jego mózg, tak aby zobaczyć wszystko co się w nim dzieje. „Czy da sobie radę?”. Żaden policjant nie może być tego pewny. Pewnością jest tylko przeszłość tego nastolatka, która może być w zależności od przebiegu wydarzeń - gorsza lub lepsza.. A przyszłość musi się jakoś zacząć.

Autor: Nicolay Goroniewicz 
Korekta: Angelika Buczkowska

sobota, 10 września 2016

17 rzeczy jakie policjant wie o młodzieży



Wychowanie jest zorganizowaną obroną dorosłych przeciwko młodym.
Mark Twain

Ostanim czasem natrafiłem na ciekawą książkę. Tytuł jej brzmi: 400 Things Cops Know: Street-Smart Lessons from a Veteran Patrolman (400 rzeczy jakie znają gliniarze – lekcje oparte na sprycie ulicznym, doświadczonego patrolowca). Książka ta jest spisem doświadczeń zwykłych policjantów. Doświdczenia te zostały zapisane w formie rozdziałów porozbijanych na podpunkty. Mamy tutaj takie rzeczy jak: Co policjanci wiedzą o: Pościgach; Osobach pod wpływem alkoholu: O przemocy: Strzelaninach oraz o innych rzeczach z jakimi muszą się stykać służby porządkowe. Postanowiłem, że przetłumaczę rozdział o pod tytułem: 17 Things Cops Know About Juveniles (17 rzeczy jakie gliniarze wiedzą o małoletnich). Rozdział zawiera 17 podpunktów z czego 10 jest przetłumaczonych. Wyczekujcie następnej części, która będzie wkrótce 





1. Kiedy wchodzisz do szkoły, zawsze jakiś dzieciak podniesie ręce w górę i powie ,,To nie ja". Za pierwszym razem robi to wrażenie, ale za dwutysięcznym razem robi się to już nieco nużące.


2. Dorastałem w spokojnym, może zbyt sielankowym miasteczku położonym gdzieś w Midwest. Nie miałem żadnego kontaktu z policją, oprócz Oficera Przyjacielskiego, który uczył Stranger Danger i rozdawał kolorowanki w mojej podstawówce. Czasami wdawałem się w bójki z moim bratem i dzieciakami z okolicy, czego rezultatem były siniaki i krwawienia z nosa. Pewnego razu, jakiś większy dzieciak wrzucił mnie do stawu. On był groźny, a ja z konieczności stałem się jego ofiarą, bo byłem w pobliżu. W dodatku wyglądałem niepozornie, zdaniem tego osiłka byłem po prostu słaby. Jednak wtedy nikt nie dzwonił na policję. Twierdziłem wtedy, że policja była od ścigania przestępców, którzy ukradli opancerzoną furgonetkę albo od ochrony papieża. Nie sądziłem, że policjanci mogą zainteresować się kimś takim jak ja i moimi problemami. W obecnych czasach, wszystko się zmieniło. Czternastolatek jest gotów zadzwonić na policję, bo jego trzynastoletni brat go uderzył. Nikt nie jest ranny, a starszy nawet nie zapłakał. Cios w brzuch nie był wcale silny. Jednak, w opinii starszego chłopca, to sprawa dla policji. Kobieta zadzwoni na posterunek, ponieważ jakiś dzieciak nawrzucał jej kilka puszek na podwórko. Chce żeby było coś z tym zrobione, chce by ten przypadek był udokumentowany i chciałaby wiedzieć jak dostać kopie raportu. Często dzwoni na policję aby zapytać o postęp śledztwa. - ,,Tak proszę pani, wciąż szukamy Seryjnego – Miotacza -Puszek i sprawa wciąż jest w toku. Jutro będzie spotkanie w tej sprawie.” – cierpliwie tłumaczy gliniarz. Jeżeli chodzi o kopie raportu, gliniarze piszą je przeważnie, o ile tylko zbrodnia się pojawia. W tej pracy i tak jest wystarczająco papierkowej roboty, można więc tylko sobie wyobrażać, ile roboty miałby policjant gdyby musiałby skrupulatnie opisywać każde zdarzenie. Dla przykładu: możesz zostać wezwany do 13 różnych wezwań podczas jednej zmiany. Gdyby każdy oficer, wykonujący swe obowiązki, musiał pisać oddzielny raport do każdej z tych spraw, to zajęłoby mu to cały miesiąc. Posterunek poszedłby z torbami gdyby musiał płacić każdemu z policjantów za takie nadgodziny.


3. Niektórzy nastoletni przestępcy są całkiem sprytni. Wiedzą jak użyć świecy zapłonowej, aby rozbić szybę auta bez zbędnego hałasu. Wykombinują jak odpalić auto bez kluczyków. Znają też najlepsze sposoby na zgubienie policji kiedy są ścigani. Chciałbym, by ich zainteresowania były bardziej produktywne. Mogliby wybrać wolontariat czy lekcje pianina.

4. Matki, a szczególnie te samotne, czasami dzwonią na policję, ponieważ czują, że ich dzieci są poza kontrolą. Kiedy się pojawiasz, większość z tych nastolatków kręci oczami z zażenowania. Samotne matki często mają po kilka dzieci. Taka matka opowie ci, że kupiła swoim dzieciom kilka pizz. Dlaczego mam jej nie docenić? Mogła im tych pizz nie kupować. Mogłaby ich nawet wszystkich oddać do domu dziecka jak sama wyjaśnia, ale mimo wszystko tego nie zrobiła. Samotne matki są najdzielniejszymi ludźmi na świecie, poza tym to fajne uczucie, gdy mama przyniesie ci pizze, ale te kobiety zdają się czekać na nagrodę w postaci medalu,,Nie oddałam swoich dzieci“, a coś takiego nie istnieje. Czasem myślą one, że jeżeli wpadną w nierozwiązywalną sytuację, to najlepszym pomysłem jest wezwanie policji, która w bardzo krótkim czasie rozwiąże ich rodzicielskie problemy, trwające niekiedy lata. Ten rodzaj zachowania przypomina zakładnie ciasnej koszulki z napisem ,,Co zamierzasz zrobić z tym jaki gruby/a jestem?“ na otyłą osobę. Jedyne co możesz powiedziedzić dziecku takiej kobiety, to żeby słuchało i szanowało własną matkę. Mówisz mu, że bycie samotną matką jest bardzo ciężkie i lepszym rozwiązaniem byłaby pomoc matce w trudnej sytuacji, niż ciągłe utrudnianie jej życia. Możesz dodać także, że przyjaciele przychodzą i odchodzą, w przeciwieństwie do rodziny, która niezależnie od okoliczności jest jedyną rzeczą, którą naprawdę masz. Nieistotny staje się fakt, że najbliżsi czasem doprowadzają cię do szaleństwa, bądź dla nich po prostu dobry, reszta zależy tylko od nich.

5. Będąc gliniarzem, łatwo jest marudzić na dzisiejszą młodzież. Nie widujesz uczniów renomowanych collegów na ulicy, nie robią oni nic co mogłoby doprowadzić do spotkania z policją. W większości przypadków widzisz natomiast młodego cwaniaczka, który nosi kurtkę ze znakiem dollara, a ponadto jest coraz bardziej skłonny do łamania Dekalogu. Dobrze jednak wiesz, że jego zachowanie jest tylko na pokaz. Najczęściej patrolujesz ulice, gdzie widzisz wyrośnięte niemowlaki żujące tytoń z niedopałków oraz bawiące się dwulatki z usmarowaną twarzą. Nikt ich nie pilnuje. Widzisz również pięcioklasistów z wytatuowanymi imionami dziewczyn na ramionach. Rozmawiasz z nastolatkami, których ojcowie siedzą za kratami, a matki leżą zaćpane na kanapie. Ich śniadanie to paczka chipsów, a obiad to chleb z masłem – co jest dokładnie tym czym się wydaje. Przyzwyczaiłeś się, że zarówno te dzieciaki, jak i ich znajomi noszą broń palną. Czy nie jest to zaskakujące w jaki sposób młodzi ludzie mają tendencje do wchodzenia na złą, bezprawną drogę? To są mali kryminaliści czekający tylko, aby zostać dużymi kryminalistami. Bardzo zaskakujące byłoby, gdyby byli oni chociaż w połowie reformowalni. Nie zdarza się to często, dlatego policjanci są pozytywnie zszokowani, gdy kilku z nich zaczyna „żyć normalnie”. Jest to ich jedyna szansa na wyrwanie się z tego bagna, alternatywa dla dotychczasowego życia przestępczego. Nastolatkowie, którzy dorastają w takich warunkach, nie mają gwarancji, że „dotrwają” do swoich dwudziestych urodzin. Każde urodziny są osiągnięciem samym w sobie. Zapytałem kiedyś jednego z nich ile ma lat: - Czternaście! - odpowiedział z dumą.

 6. Zważając na jurysdykcję, możesz zaaresztować za zbrodnię zaaresztować nawet siedmiolatka. Nie idą oni do więzień dla dzieci, czy coś w ten deseń. Dostają natomiast skierowanie do poradni, a w skrajnych przypadkach są wysyłane do „group homes”. Mimo wszystko wciąż musisz zakuć ich w kajdanki i odczytać im ich prawa. Pewnego razu aresztowałem 8latka za włamanie. Miał około metra wzrostu i musiałem pochylać się przy przeszukiwaniu kieszeni. Nieco później rozpłakał się, bo musiał iść do toalety. Dokonałem również aresztowania 9latka, który był w takim szoku z powodu bycia zatrzymanym, że ledwo powiedział mi jak ma na imię. Największy żart zaczyna się, gdy musisz odczytać im prawa i ich przesłuchać. Do diabła, daj im puszkę napoju gazowanego – serum prawdy, jak nazywają to gliniarze. Po otrzymaniu takiego napoju, pewne jest, że dzieci powiedzą ci cokolowiek tylko chcesz. Czy ośmiolatek wie co to jest prawnik? Czy potrafiłbyś powiedzieć 9 latkowi, wcale się przy tym nie uśmiechając : - ,,Jeżeli nie stać cię na wynajęcie prawnika, zostanie ci przysłany z urzędu?“ Czy dziecko w tym wieku ma kryminalne inklinacje? Czy jeżeli te procedury aresztowania i przesłuchania, w których udział biorą dzieci, to najlepsze wyjście z tej sytuacji? Masz głęboką nadzieję, że gdzieś tam znajdzie się ekspert, który zna odpowiedź na te wszystkie pytania. Ty sam, po tylu latach pracy w policji nie masz żadnego pojęcia jakie mogą być odpowiedzi na nurtujące cię kwestie.


7. Czasami, gdy ogarniasz sprawę z dzieciakiem, który popełnił poważną zbrodnię, odprowadzisz go do domu. Dobrze wiesz co się wtedy wydarzy. Rodzic dzieciaka, przeważnie jeden, podejdzie do drzwi i cierpliwie będzie słuchał tłumaczeń w jakich okolicznościach dziecko zostało zaaresztowane. - ,,Mówiłem ci mały skur#$%^&*#“ - będzie tak krzyczał na „swoją krew i mięso”. Spojrzysz na wnętrze domu i zobaczysz różne rzeczy „wychodzące” spod kanapy. Zgniecione puszki po piwie, małe dzieci biegające po domu z nieuczesanymi włosami i pustym wzrokiem. Jak policja odnosi się do takich wizyt w takowych domach? Najpierw musisz zrobić zróżnicowanie. Dzieci są brudne, ale nie są bite. Krzyczy się na nie, ale nie bije. Bobas ma pełną pieluszkę, ale wygląda na wykarmionego. Są myszy i karaluchy, ale nie widzisz szczurów. Analizujesz to wszystko na podstawie obserwacji. Innym razem, zabierasz dzieciaka do domu i nie wiesz co będzie później, jak to się potoczy. Okazuje się że dom dziecka jest jasny i czysty, rodzcie są grzeczni i zatroskani, wyrażają pragnienie korekcji zachowań swoich dzieci. Nie ma prostych równań, że podli rodzice produkują masowo złe dzieci, a ci dobrzy tworzą zważających na prawo. Korelacja może się przydać w tym przypadku, jednak trzeba być dalekim od stosowania związków przyczynowo – skutkowych. „Czasami to rzut kosmiczną kością.”

 8. Mówiąc wprost, praca policjanta to wymuszanie zachowań zgodnych z prawem, a nie wychowywanie dzieci. Tym zajmuje się ktoś inny - ich rodzice, czy Opra Winfrey. Mimo to, wciąż będziesz dawał nastolatkom tradycyjną, pouczającą pogadankę o trzymania się z dala od problemów, poruszając tematy uczciwości, bycia dobrym obywatelem, zarządzaniem samym sobą i bycia dżentelmenem. Im dłużej jesteś gliniarzem tym krótsza będzie przemowa. Jednak robisz co możesz aby przekonać ich, że policja nie jest ich wrogiem. Robisz to, by ich przekonać do patrzenia w inny sposób. Chcesz również sprzedać im swój sposób na patrzenie na otaczającą rzeczywistość. Dobrym pomysłem jest zapytanie ich kto jest ich idolem. Jeżeli powiedzą, że 50 Cent albo Scarface (Człowiek z Blizną), to zły znak. Jeżeli powiedzą, że diller z ulicy, który daje im 5 dolców, aby kupili mu coś do picia, a potem pozwala zatrzymać resztę, to jeszcze gorszy znak. Chciałbyś usłyszeć od nich, że ich autorytetem jest nauczyciel historii z liceum albo Denzel Washington czy nawet Che Guevara. Niestety, w większości przypadków tak nie mówią. Z innymi, szczególnie z młodocianymi recydywistami, nie bawisz się już w tanie gadki. Bardzo możliwe, że powiesz im, że jeżeli będą iść drogą gangstera, to w końcu jakiś inny gangster ich odstrzeli. Nierzadko przewidujesz takie sytuacje, jeszcze zanim spotkasz jednego z nich poruszającego się na wózku inwalidzkim i jedzącym pokarm przez słomkę. To twoja wersja programu „Scared Straight!”, ale jakoś ich to nie rusza. Możesz ich straszyć również niebezpieczeństwem ze strony kwaśnych deszczów, ich to nie ruszy. Wszyscy młodociani przestępcy są w swoim mniemaniu kuloodporni, wykorzystując tym samym swoją wolną wolę do marnowania młodości.

9 Nastolatkowie są utrapieniem, ale czasem musisz pozwoilić im się wyluzować i wyszaleć. Dla przykładu: jakaś pełna strachu starsza pani zadzwoni na policję. Boi się, ponieważ niedaleko jej garażu dzieci grają w koszykówkę, wykorzystując do tego samodzielnie stworzony druciany kosz. Spytaj się jej wtedy, co zrobiłaby gdyby te same dzieciaki siedziały niedaleko jej garażu i kombinowały, jak się do niego włamać.

10. Pewni rodzice mają dosyć swoich dzieci. - „Po prostu je zabierzcie” - powiedzą ci to w twarz z pełną powagą. Chwila, dokąd mam je zabrać? Jeżeli dziecko nie popełniło żadnej zbrodni, nie może opuścić domu w asyście policji. To nie tak, że policjant zabiera go do domu i zostawia w swoim garażu. Koniec końców, dziecko zostaje ze swoimi rodzicami. Jednak już wtedy, „but znajduje się na innej stopie”. Gdy zaś policja przychodzi do tego samego domu, dla odmiany – w momencie gdy nieletni dopuścił się przestępstwa, jego rodzice zaciekle go bronią. Zabraniają wejść gliniarzom do mieszkania, dopóki nie zobaczą nakazu. Owszem, mają swoje konstytucjonalne prawa, ale ich zachowania są bardzo  irytujące.

Autor: Nicolay Goroniewicz 
Korekta: Angelika Buczkowska


poniedziałek, 22 lutego 2016

Szczęście Zawodowe, czyli o tym jak Nicoaly byłych więźniów spotykał na ternie miasta Łódź


Zdarzało się, że podczas przechadzek po Łodzi czy to podczas załatwiania swoich spraw, zupełnie przypadkowo spotykałem byłych więźniów... Spotkania te (patrząc przez pryzmat moich studiów) dawały mi nieco do przemyśleń oraz zastanowienia się nad niektórymi sprawami związanymi z więziennictwem i samymi więźniami. Do czynienia z prawdziwym więzieniem miałem podczas wizyty w więżeniu w Płocku, ale nie miałem możliwości rozmowy z żadnym osadzonym. Jednak warte jest wspomnienia o jednej scenie jakiej byłem świadkiem podczas przechadzki po tej placówce.
Przechodziliśmy przez jeden z bocznych korytarzy tego miejsca (istny koszmar dla osoby z klaustrofobią), zobaczyłem jak jeden z więźniów trzyma wesoło torbę sportową. Uśmiecha się szeroko, kręci się w miejscu, prawie podskakuje ze szczęścia. Cieszył się jak małe dziecko, Myślałem, że nigdy nie dowiem się powodu radości, ale los mnie nagrodził. Sam zaczął mówić niby do nas, niby do siebie. Okazało się wskutek szczęśliwego zbiegu okoliczności (dla skazanego), wychodzi przedwcześnie niż to było zaplanowane. Tego nie da się opisać jaka radość go przepełniała.

Wracając do tematu. Podczas spotkań Koła opowiadałem o swoich spotkaniach, ale czytelnicy bloga, nigdy nie mieli okazji ich poznać. Dzisiaj to się zmieni,

Spotkanie Pierwsze. Romek.

Był to zimny, wilgotny, szarobury dzień. Spóźniłem się na tramwaj. ,,No nic, poczekam”, pomyślałem. Po niedługim czasie obok mnie pojawił się starszy jegomość. Niedbale zarzucona czapka na głowie; czarna, ortalionowa kurtka licząca dużą ilość lat i łat, znoszone, sportowe dresy. Pozwalając sobie ocenić, typowy, zawodowy, kolekcjoner materiału do recyklingu.
Nagle ten człowiek odezwał się do mnie. Był zły, zdenerwowany. Powodem była utrata kwoty pieniężnej. Około 7 złoty. Zapomniał wziąć reszty kiedy nabywał gaz do zapalniczki. Nie mając nic innego wtedy do roboty wdałem się z nim w rozmowę. Okazało się, że rozmawiam z byłem więźniem. Jak się dowiedziałem był przedstawicielem jednej z subkultur więziennych, to jest, frajerów. Nie uprzedzajmy faktów.

Pierwszego czynu karalnego dokonał gdzieś w pierwszej połowie lat 90tych w Polsce. Udało mu się wejść w posiadanie telefonu komórkowego ( było wielkim przejawem drogiego luksusu na, który było stać tylko szefów wielkich firm i korporacji jak na ówczesne czasy). Chciał go sprzedać, ale okazało się, że był kradziony. Został skazany. Dołożyli mu jeszcze próbę ucieczki z sądu (wyskoczył z I piętra będąc skuty kajdankami, ale jakoś to mnie nie przekonuje).

Na początku więziennej kariery, udało mu się zostać gitem. Po dwóch latach wydarzył się coś, co sprawiło, że został ,,schowany do wora” (czyli pozbawiony prawa ,,gitowania”). Został zdegradowany do frajera. Poprzez stratę szacunku i degradację, zaczęto go prześladować i zabierać papierosy, kiedy miał je w posiadaniu. Znienawidził gitów i żeby nie oszaleć zaczął tłumaczyć sobie, że gici są takimi samymi frajerami, jak on, bo dali się złapać i zamknąć.

W więzieniu odsiedział łącznie 17 lat, ale to za mało aby poznać więzienne życie (według jego opinii). Najbardziej mnie zdziwiło, że podczas rozmowy ani razu nie użył słynnego słowa zaczynającego się na literę K.

Ja natomiast opowiedziałem mu, że jestem na resocjalizacji i będę mógł pracować w więźniu ( nie wiem dlaczego, ale na początku zrozumiał, że jestem psychologiem więziennym). Zapytałem go o typowe rzeczy w więzieniu. Odnośnie gitów, frajerów, o festludziach \ cwaniakach ( ich uważał za najgorszych, bo donosili zarówno na frajerów jak i na gitów).

W pewnym momencie poprosił o zmianę tematu. Wyjął zza pazuchy jakiś list. Był z firmy ,,Kruk”, firmy windykacyjnej. Była tam kwota około 2,500 zł. Poprosił abym mu to przeczytał, bo sam nie mógł. Przeczytałem mu. Wzruszył ramionami, Był winny około 70.000 zł. Kolejny dług nie zrobił na nim wrażenia.

Oprócz tego opowiedział mi o swoich problemach neurologicznych (,,Mam coś nie tak z głowa, coś mi w niej siedzi”) oraz o licznych uzależnieniach: alkoholizmie (,,Jak nie wyppije 5 piw dziennie to nie żyje) hazardzie (,,Te 6,50 to na automatach odegram).

Wsiedliśmy do tego samego tramwaju. Wysiadł kilka przystanków dalej. Ścisnął moją rękę, życzył wszystkiego najlepszego oraz żebym brał pod uwagę co mówię frajerzy a nie gici jeżeli będę pracował w więzieniu.

Spotkanie Drugie. ,,Bąbel”.

Niestety, podczas wakacji dowiedziałem się, że jeden z moich znajomych zmarł. Ubrałem się w swój garnitur i pojechałem go pożegnać. Jechałem autobusem. Możecie wyczuć klimat. Spocone, klejące się do ciała ubrania; marudzący na pogodę ludzie, korki... Komunikacji miejska w ,,najlepszym okresie”. Siedzę sobie w eleganckim stroju, naprzeciwko mnie wolne miejsca. Na jednym przystanku, do autobusu wchodzi ,,miś”. Miś ten jest dużym mężczyzną o piwnym brzuchu, ale z takimi łapkami, że jakby nimi ,,machnął” to 1) bardzo by bolało 2)można byłby skończyć w takim miejscu gdzie jest dużo bieli i czuć wszędzie środek dezynfekujący. Miś ten był ubrany odpowiednio na pogodę. Błękitne, czyste dresy, koszulka z Wojowniczymi żółwiami. Widać było wyraźnie, że miś ten już opróżnił kilka ,,słoiczków z miodem” po których pachnie brzydko z buzi, ciężko się myśli, zatacza się. Oprócz tego trzymał butelkę z tym miodkiem firmy ,,Tatra”. Na (nie)szczęście usiadł naprzeciwko mnie. Otwarł przy mnie swój ,,miodek” i zaczął go powolutku sączyć.
Żeby dorzucić do tej ,,Idylli” jeszcze więcej szczęścia, do autobus weszli Kanarzy. Tu się należy im oficjalna krytyka. Każdego sprawdzili czy ma bilety. Jakąś babcię, jakiegoś nastolatka, jakiegoś nastolatka, jeszcze komuś wlepili mandat za brak biletu, ale żeby podejść do ,,misia” i sprawdzić czy ma bilet... Nie, skądże znowu, no na pewno ma.
Ja w wyniku tej całej sytuacji zacząłem myśleć jak oddalić się od tego faceta, ale stało się coś znacznie innego. Wpatrzony w okno, udając, że jestem zamyślony, nagle czuję jak ktoś mnie puka. Zaczął mnie pukać w ramię sami ,,miś”

  • Masz bilet?

Miałem bilet, ale on i tak położył nogi na krześle obok, aby zabarykadować dostęp kanarów do mnie. Byłem przygotowany na kontrolę, ale hej... wszystkiego nie da się przewidzieć.
Po wyjściu kanarów, ,,miś” postanowił zagadać.

  • Gdzie tak rano na imprezę jedziesz? (Była około pomiędzy 11.00 a 12.00)

Ja, że na pogrzeb znajomego.



  • Sam się załatwił?


Ja, że choroba go zabrała.

Podumał w milczeniu przez chwilę. Po czym zapytał czy jadę na ten największy cmentarz w Łodzi.
Potwierdziłem. Na to on.

  • To jak wysiądziesz to idź tak, a tak i idź do drugiego stoiska. Powiedz właścicielowi, że Bąbel cię przysyła, że ja z jego synem kilka lat pod jedną celą siedzieliśmy.

Jedno było pewne. Szczęście zawodowe znowu się do mnie uśmiechnęło. Kiedy mi opowiedział, że był więzieniu to ja mu odpowiedziałem, że jestem na reso. Coś dziwnego mu się stało. Z lekko wstawionego miśa, zamienił się w czujną, poważną sowę. Zapytał mnie co wiem. Wymieniam mu kultur ,że są cwele...

  • Cweli nie ma, są tace, a tacy z tego paragrafu.

Cwele, frajerzy, grypsera... Tu zrobił się ciekawie

  • Nie ma ,,grypsery”, są grypsujący

Najciekawsze było to, że powiedział to takim tonem i z takim stylem, jakby nauczyciel pouczający ucznia. Sam powiedział, że jest przedstawicielem gitów, i gici wciąż są. Chwilę pogadaliśmy o więzieniu. Po czym wstał, bo zatrzymał się autobus. Życzył mi wszystkiego najlepszego i kazał zwracać uwagę na to co mówią ,,ludzie” (gici) a frajernię olewać. Tyle go widziałem.


Spotkanie Trzecie. Adrian.

Adriana poznałem podczas wakacji kiedy załapałem się na pakowanie żyletek. On nie zaliczył jeszcze więzienia w stosunku do pozostałych tutaj wymienionych. Przyznał mi się w rozmowie, że miał wielokrotne zatargi z prawem oraz kuratora sądowego.
Podczas pakowania czas strasznie się dłuży, a jedynym sposobem, aby nieco się rozerwać przy robocie jest rozmowa z drugim człowiekiem. Adrian miał bardzo ciekawe hobby. Był miłośnkiem i fanem gier przygodowych rpg jak Wrota Baludra (Baldur Gate) czy słynnej (i dosyć drogiej) gry karcianej w klimatach fantasy Magic the Gathering. Unikatowe karty do tej gry mogą kosztować nawet setki złotych. Bardzo żalił mi się jak w dzieciństwie został oszukany na dosyć drogie karty przez starszych kolegów. Jako ,,spec od resocjalizacji” przekonywałem go żeby wrócił do hobby związanego z fantasy, czyli go gier i nie tylko. Jak mi później opowiadał, znalazł ekipę do wspólnego grania. Podzielił się ze mną informacją, że gracze, których poznał byli zdziwieni, że taki ,,typ jak on” gra w takie rzeczy.
Miał ciekawe podejście do nałogów. Nie pił alkoholi bo ,,agresor mu się zaczął i odwalił coś na Piotrynie” i preferował konopie indyjską, ze względu na uspakajające właściwościowi. Po odjeściu z pracy urwał mi się z nim konktat.







Opisałem wam Drodzy Czytelnicy wszystkie spotkania jakich miałem okazję odbyć. Nie wiem co przyniesie przyszłość, ale mam nadzieję, na więcej takich spotkań i żeby kończył się w spokojny sposób.



Tajemniczy Nicolay

wtorek, 11 listopada 2014

O Wszystkim i O niczym

Tekst nie jest ,żadnym artykułem naukowym tylko luźnymi przemyśleniami autora. 

Macie czasem tak ,że marzycie żeby zostać w domu, zabarykadować się ze wszystkich stron i nie dopuszczać siebie żadnych ludzi, roztrzaskać telefon, odciąć kabel od modemu by  nie czytać emaili  ani nie zamęczać się na  ,,fejsbusiu" w odpowiadanie ludziom?

Doskonale Cię czytelniku rozumiem. Też tak mam czasem. Odciąć się od tego wszystkiego. Najlepiej ,żeby jeszcze zamontować sobie pstryczek, taki jak od lampki nocnej, przy swojej głowie, ukryty pośród włosów.

Od czego byłby ten ,,pstryczek"?

Od wyłączania myśli. Czasem jest ich taki natłok, że chciałoby się rozdrapać swoją własną mózgo-czaszkę, aby ten potok myśli, obrazów, emocji oraz innych elementów rzeczywistość
wypuść gdzieś w świat i niech kogoś innego męczy.

Ale, ale, ale...

W domu pozostają tylko ci którzy muszą i ci którzy nie chcą wyjść.

Więc wychodzisz. Wsiadasz w tramwaj czy w auto i kierujesz się do wyznaczonego celu. Jeżeli jedziesz tramwajem podczas grudniowego poranka czy listopada, to widzisz twarze ludzi.

Twarze zmęczone, nie wysapne, blade, nie wyraźne. ,,Przepraszam, państwo szykują się do ról więźniów z obozów koncentracyjnych czy jak?" Jeszcze ten tłok, dzieciaki z gimnazjum słuchające na cały regulator przeboju który nie ma nawet prawa nazywać się muzyką, obok stoi ciebie typ o którego być nawet nie zapytał o godzinę, jakaś wściekła kobieta w podeszłym wieku rozmawia o chorobach z jakąś inną, również wściekłą kobietą.

W aucie, swoim czy pożyczonym (a może jako pasażer?) jest niewiele lepiej.  Wyjeżdżasz ostrożnie aby nie uszkodzić karoserii ani nie zedrzeć farby. Podjeżdżasz do drogi. Czekasz aż cię wpuszczą. Wjeżdżasz. Musisz uważać na innych. Zasada ograniczonego zaufania nagle awansuje z paragrafu do XI przykazania nie umieszczonego na tablicy 10 przykazań, patrząc na poziom umiejętności kierowania pojazdów innych kierowców.

Kawa nie pomogła, ciało i umysł wołają o powrót do łóżka, ale szturmujesz ten dzień mimo ,że jest to taki poranek w którym... tak, tak, było już na początku. Dojeżdżasz. Starasz się być punktualny, ale kilka minut punktualności zawsze się gdzieś zgubi (jeśli jesteś wyznawcą szekspirowskiej zasady ,,Lepiej być 6 godzin przed niż spóźnić się 10 minut" to przyjmij moje przeprosiny), przybywasz na wykład.

Prowadzący na chwilę przerywa by ci się przyjrzeć, ty rzucasz speszone ,,przepraszam za spóźnienie", zajmujesz miejsce. W tej chwili otaczają cię studenci z twojego wydziału, albo z innych wydziałów na wspólny, wykładzie, ale jesteś otoczony przez studentów. Chcesz czy nie w tej chwili jesteś stadnym zwierzakiem (spokojnie drogi hejterze, to była metafora, przyjmij ciasteczko i się nie gniewaj).


Rozglądasz się po zajęciu miejsca. W tej chwili można podzielić studentów na 3 typy.


1. Ludzi ,których lubisz i coś cię z nimi łączy
2. Ludzi ,którym zdawkowo odpowiadasz na powitanie i nic do nich nie czujesz negatywnego bądź pozytywnego
3. Ludzi ,których towarzystw unikasz.

Z wykładem jest zabawna rzecz. Wszystko zależy od prowadzącego. Nawet najbardziej ekscytujący i interesujący temat może być nudny jeżeli dar opowiadania i przekazywania wiedzy prowadzącego jest słabo i nieumiejętnie rozwinięty.

Monotonny głos wykładowcy jest dla ciebie kołysanką niż istotnym materiałem. Siłą woli opierasz się ,żeby nie zasnąć na wykładzie. Notujesz co nieco do swojego zeszytu, ale wykład jest nudny. Próbujesz zająć się czymś. Szlaczki, buźki, cokolwiek by przetrwać te następne 104 minuty.  Zaczynasz myśleć o dzisiejszym dniu. Planujesz, kombinujesz, coś na wzór pewnego faceta co kilkaset lat temu podbił niemalże całą Europę.

,,A możę się wyrwę wcześniej? Przy picuję ,że źle się czuję by uniknąć kolejnej godziny ćwiczeń, a dzięki temu szybciej wyjdę. Później do pracy, będę trochę wcześniej, szefowi pokaże ,że potrafię się nie spóźniać..."

Mniej więcej...

Wieczorem wracasz do domu. Wsiadasz w auto bądź czekasz na swój tramwaj. Nic nie czujesz, ani złości, ani smutku. Po całym dniu jest ci wszystko obojętne.

W domu kolacja, odgrzewasz coś na szybko bądź idziesz na ,,koryto" do budki z chińszczyzną/hamburgerami niedaleko. Znasz obsługę, a obsługa cię zna ale nie ma tyle byście sobie mówili ,,część" tylko suche, grzecznościowe ,,Dzień Dobry". Wybierasz coś z menu, sprzedawca/kucharz/ sprzedawco - kucharz nakłada ci to co chciałeś i za co zapłaciłeś. Dzisiaj zabierasz na wynos.

Wracasz znowu do domu, odpalasz swój sprzęt do komunikacji z internetem. Odpalasz muzyczkę, sprawdzasz Fejsbusia, komentujesz, lajkujesz (może flirtujesz z  tą/tym Kocicą / Kocurem który Ci spodobał/a).

Jest już późno. Na koniec dnia czeka na Ciebie w milczeniu twój największy przyjaciel tej pory, łóżko. Nie ważne czy to mebel zbudowany jeszcze za czasów ,,komuny" pamiętające czasy wąsatego, zalewacza akumulatorów czy mebel wzięty z najlepszego salonu meblowego w mieście.

Nieważne

Słodko będzie się na nim położyć, zasnąć i cieszyć się głębokim, spokojnym snem.

wtorek, 28 października 2014

Czy to ludzie tworzą potwory?

Miała to być kolejna nudna niedziela, podczas której przygotuje się na nadchodzący tydzień i na nowe wyzwania. Sprawdzam swojego Facebooka, kilka wiadomości. W tym jedna od znajomej osoby. Wiadomość zawierała linka do informacji o rosyjskim ,,ghulu", u którego w domu odkryto 29 zmumifikowanych ciał dziewczynek od 2 do 6 lat.

Informacja przerażająca, ale nie wywołująca wielkiego szoku(przynajmniej nie zabił żadnej z tych dziewczynek jak wynikało z tekstu) . Jednak najbardziej w tym tekście przeraziło mnie to, że szaleniec w wieku około 12 lat udał się na pogrzeb dziewczynki ,która pożegnała ten świat w wieku 11 lat. Został tam zmuszony siłą aby pocałował nieboszczkę w twarz.

Lawina informacji, porównań, myśli i pomysłów zalała mój mózg niczym wody zalewające Titanica. Zaświstało mi jedno pytanie.

Czy to ludzie tworzą potwory?

Każdy osoba studiująca pedagogikę bądź inne kierunki związane z wychowywaniem i nauczaniem dzieci wie, że dziecko od najmłodszych lat obserwuje wszystko to co je otacza.

Środowisko i społeczeństwo w którym żyje, ludzi którzy je wychowują i dbają. To właśnie pierwszymi wzorcami zachowań dla dziecka są osoby ,które je wychowują oraz uczy się poprze obserwację, rozumowanie, nauczanie najbliższych i metodą prób i błędów co jest nagradzane a co jest karane w kulturze w jakiej żyje.

Jednak, co się dzieje z dzieckiem ,które musi się odnaleźć w takich okolicznościach bądź środowisku w którym zdrowy psychicznie i dostosowany społecznie, dorosły człowiek starałyby się unikać za wszelką cenę?

Chciałbym tu przedstawić osobę ,którą zna i kojarzy każdy kto miał styczność z hisotrią Drugiej Wojny Światowej, Józefa Stalina, Dyktatora ZSRR, który był okrutnym, bezwzględnym człowiekiem. Nie zgodził się na wymianę syna w zamian za znacznego niemieckiego jeńca. Skwitował to jednym zdaniem ,, Nie wymieniam lejtnanta na marszałka.

Stalin miał ciężkie dzieciństwo. Był dzieckiem słabym i chorowitym. Jego matka była praczką a ojciec szewcem. Był bity przez obydwoje rodziców. Przez ojca- alkoholika ,zarzucającego swojej żonie, że mały Józef nie jest jego synem, a makta bo, odreagowywała w ten sposób złość (jego stosunek do matki może świadczmy o tym ,że nie pojawił się na jej pogrzebie).

Najbliższe środowisko też nie sprzyjało dobremu wychowaniu. Rosyjskie służby porządkowe gnębiły i rozstrzeliwały chłopów, bandy chłopców biły się ze sobą, a sposobami na problemy w małżeństwie i z dziećmi była przemoc i krzyk.

W takim środowisku dorastał Stalin.

Kolejnym przykładem ,że to ludzie tworzą potwory, jest Charles Mesnon. Charlie urodził się w 1934, jako wyniki nieplanowanej ciąży (potocznie mówiąc, był ,,wpadką"). Nieletnia, szesnastoletnia matka nie była przygotowana by zająć się nowo narodzonym dzieckiem.

Rodzice matki Kathleen (matka Charlsa), byli fanatycznymi chrześcijanami, a w szczególności babcia Charlesa, która interpretowała bożą wolę i w taki sposób dominowała domem.
Jak Manson wspomina, cały czas napominała swą córkę ,,Nie, nie możesz się zapisać na kurs tańca, wracaj zawsze do domy po szkole, nigdy nie rozmawiaj z chłopcami". Kontakty fizyczne były również zabronione. Nawet zwykłe objęcie ramieniem czy poklepanie po kolanie przez ojca do córki. były uznawane przez seniorkę jako wulgarne.

Całe życie było jedną, wielką odmową od wszystkiego co ludzkie i sprawia radość. Dlatego Kate wpadła w alkoholizm oraz pewien rodzaj uzależnienia od miłości. Charles skomentował to tak ,, Wielu pisarzy próbuje określić moją matkę jako nieletnią prostytutkę którą wtedy nie była, ale według mnie zbył łatwo i zbyt często się zakochiwała. Po latach odtrąceń i ciężkich czasów zaczęła sprzedawać swoje ciało.

Matka Przyszłego Guru Sekty miała tendencje do kilku dniowego opuszczania domu. Pod jej nieobecnością, chłopcem zajmowała się babcia albo ciotka. Obydwie rygorystycznie przestrzegające zasad religii chrześcijańskiej.

Kathe wraz ze swoim bratem dostali wyrok za napad z bronią w ręku. Wychowaniem zajęła się ciotka i wuj pod nieobecność matki.

Po opuszczeniu więzienia, Kate  wróciła do straconej roli. Odnośnie stosunku do jej dziecka może świadczyć pewna historia. Córka fanatycznej chrześcijanki przebywała z Charlesem w  knajpie, zamówiła sobie piwo. 
 
W ramach zapłaty zaproponowała kelnerowi swojego syna. Ten się zgodził. Na szczęście wuj znalazł kelnera i odebrał chłopca (ta historia wydarzyła się naprawdę i jest to zastanawiające jaki normalny człowiek żyjący w cywilizowanym kraju bierze za zapłatę kilkuletniego chłopka?)

W wieku 9 lat popełnia pierwsze wykroczenie. Zostaje przyłapany na kradzieży w sklepie i zostaje odesłany do placówki resocjalizacyjnej. Ucieka z niej wiele razy do matki która nie chce z nim być. Żyje głównie z przestępstw. Staję się alfonsem, jest pewien czas bezdomnym,  gdzie po kilku latach zaczyna być liderem kultu ,który doprowadził do jednego z najgłośniejszych morderstw XX wieku.

Brak matczynej miłości, zdrowych stosunków pomiędzy członkami rodzinny, fanatyzm religijny doprowadził Charlesa Manson do tej postaci jaką się stał.


Tak, to właśnie inni ludzie tworzą potwory, które pastwią się nad innymi ludźmi. Życiorysy dyktatorów dostarczają dowodów na to ,że złe dzieciństwo może się bardzo mocno odbić na charakterze człowieka bez względu na rasę, płeć, wiek, wyznanie bądź poglądy. 

Artykuł podsumuję wypowiedzią Manson, pomimo zawartej w sobie: anarchii, szaleństwa, manipulacji, zawiera sens skutków wychowania dziecka.

Wasze dzieci są takie jakie je sprawiliście… te dzieci, które przyszły do was z nożami, są waszymi dziećmi. To wy ich nauczyliście. Ja ich nie nauczyłem. Po prostu pomogłem im dorosnąć… Możecie zwalić winę na mnie, ale ja jestem tylko tym, co jest w każdym z was ukryte. Mój ojciec jest waszym systemem… Jestem tylko tym co ze mną uczyniliście. Jestem tylko waszym odbiciem. Wasze dzieci są takie jakie je sprawiliście… Te dzieci, które przyszły do was z nożami, są waszymi dziećmi. To wy ich nauczyliście. Ja ich nie nauczyłem. Po prostu pomogłem im dorosnąć… Możecie zwalić winę na mnie, ale ja jestem tylko tym, co jest w każdym z was ukryte. Mój ojciec jest waszym systemem… Jestem tylko tym co ze mną uczyniliście. Jestem waszym odbiciem

Tajemniczy (na razie) Pisarz

Pomoc przy Realizacji tekstu: Paulina Jaskulska  

sobota, 27 września 2014

5 szokujących realiów pracy z ,,trudną młodzieżą"

Tekst ten ,który znajduje się tutaj nie jest mojego autorstwa a jedynie mojego tłumaczenia. Został pobrany i przetłumaczony ze strony http://www.cracked.com.

   Artykuł ten jest bardziej luźnymi wspomnieniami, doświadczeniami i obserwacji pracowników pracujących w instytucjach wychowawczych niż artykułem naukowym.


   Czy będąc w podstawówce, odnotowałeś ,że ten kłopotliwy/agresywny dzieciak pewnego razu zniknął? Może był wypadek, ugryzł nauczyciela albo dźgnął kogoś długopisem czy cyrklem i po prostu... zniknął. Zaciekawiony spytałeś o brak jego obecności , a jedyne co usłyszałeś to ,że został odesłany do ,,specjalnej szkoły''.

  Najgorsze spośród najbardziej agresywnych dzieci jest to ,że są zwykle ofiarami zaburzeń psychicznych bądź żyją z piętnem traumy jako pensjonariusze szkoły dla dzieci z zaburzeniami emocjonalnymi. Żyją tam i tylko tam ponieważ jest to zbyt niebezpieczne by przebywały z innymi dziećmi czy nauczycielami.


Więc... jak jest w jednej z tych ,,specjalnych szkół”. Porozmawialiśmy z trzema pracownikami takich ośrodków pragnących zachować anonimowość. To co nam opowiedzieli...


5. Jest gorzej niż myślisz


Pracownik tego miejsca którego nazwaliśmy Literka B, pracował w Ośrodku dla Emocjonalnie Zaburzonych Dzieci, opowiedział nam tą historię.


    Po tym jak uczennica zaczęła być tak agresywna ,że musiał  założyć jej chwyt  obezwładniający na ramiona, ta zaczęła uderzać głową w betonową posadzkę ,aż zaczęła krwawić z nosa. Później zaczęła trząść głową póki krew nie zalała jej gardła i ust. Następnie przekręciła głowę w stylu podobnym jak w tej słynnej scenie z Egzorcysty a na koniec zaczęła pluć krwią w twarz pracownika.

Miała 10 lat.

    Do typu placówek w których pracuje Pan B, trafiają przeważnie osoby od 7 do 21 roku życia. Uczniowie, nim przybyli do takich szkół, doświadczyły gwałtów, porzuceń oraz były uczestnikami/sprawcami/świadkami morderstw i odpowiadają światu poprzez uderzanie jego emisariuszom (to jest: policjantom, pracownikom socjalnym, nauczycielom)w twarz a nawet używają swojej własnej krwi jako broni (ale jeszcze będzie dużo na temat płynów ustrojowych)

Nasze drugie źródło które nazywamy Literka Q, pracuje w specjalnej szkole, która wymaga ,,znacząco specjalnej uwagi” (czytaj: pracownicy muszą umieć przyjąć cios). To są dzieci (opowiada Q)  ,,walące głową w mur aż do nieprzytomności” bądź ,,cały czas agresywne”. W tym momencie program edukacyjny odchodzi od okna. Nie dbamy o uczenie ich, troszczymy się o ich emocjonalną korekcję, ponieważ te dzieci są bardzo drogie w utrzymaniu przez rząd, jeżeli uzyskamy kontrolę nad ich zachowaniami, możemy znacząco zmniejszyć koszta utrzymania.

    Uczniom tych szkół jest zakazane zbliżać się do nauczyciela czy pracownika takiej placówki nie dalej niż na wyciągnięcie ręki. Sposobami radzenia są ochraniacze, determinacja i komplikacja musztr typu: wykrzyczenie bezmyślnych poleceń : dotknij swoich uszu, policz do 10, i tym podobnym.    
    Celem jest odwrócenie uwagi od popędliwości do gniewu i stał się ,,kompulsywnie posłuszny”. Skrajnie autystyczne dzieci można wciągnąć we wzór zachowania i jeśli umieścisz ich w tym modelu, może ciebie posłuchają kiedy każesz im przestać bić siebie.


   Kolejna osoba, literka M, pracował z dziećmi które były w i poza ośrodkiem. Władz nie było stać na utrzymanie ich tutaj (każde dziecko kosztuje 100.000 $ na rok), więc podrzucali je do publicznej szkoły. Odsyłają ich z powrotem co kilka lat kiedy dał się we znaki pracownikom szkoły bądź pogryzł  palec któregoś z nich aż do kości.



    Nie potrzebujesz nauczyciela do tej pracy, potrzebujesz bramkarza. Jak M twierdzi ,,Byłem duży i wyglądałem na takiego co może przyjąć cios więc dali mi robotę”. M miał studenta, 17 letniego akustyka, który miał więcej niż 70 procesów o odszkodowania w przeciągu dekady. To znaczy, że płacą za opiekę medyczną jako wynik jego różnych wybryków przy różnych okazjach. Jeden nauczyciel wychowania fizycznego został okaleczony do końca życia kiedy dzieciak wskoczył mu na plecy i złapał go za szyję. Jeżeli myślisz ,że coś takiego cię nie okaleczy to spróbuj zawiesić sobie na szyję 150 funtów (na nasze około 70 kilogramów) i zeskocz z paki auta.




4. Ich istnienie przeraża ludzi.


    Jeśli przeczytałeś wszystko nad i czujesz ,że jest to dziwaczne lub obrzydliwe i jeżeli myślisz ,że musi być coś co da się zrobić z tymi dzieciakami, cóż, zgłoś się jako wolontariusz w jednej z tych placówek i sprawdź czy któryś z twoich pomysłów się sprawdzi. Ludzka cywilizacja jak na razie tak daleko nie zaszła i jeżeli zrozumiałeś co jest nie tak to prawdopodobnie nagroda Nobla już czeka na ciebie.

    Niestety, większość ludzi nie chce o tym wiedzieć. Społeczeństwo amerykańskie ma specyficzny obraz na niepełno-  sprawnych emocjonalnie ludzi przy którym niezręcznie odwracamy wzrok.

   Zaburzone, niepełnosprawne dzieci mogą być niewiarogodnie brutalne i agresywne, niektóre z zaburzonymi emocjami dźgają ludzi nożyczkami częściej nim zdążysz pomyśleć. Nie martw się – nikt z pieniędzmi nie lubi o tym myśleć, tym bardziej.

   W szkole literki Q, na takie dziecko przypada 100 000$ i dostają jakikolwiek trening czy sprzęt jaki sobie zażyczą  dopóki kasa płynie i nikt nie zginał.

   Są nami przerażeni ponieważ kiedy sprawy idą w złym kierunku to naprawdę idą w naprawdę w złym kierunku. Z jej punktu widzenia (literki Q) ,,użycie siły” to zabranie uczniowi młotka ,którym chciał roztrzaskać sobie własną dłoń. To co właściwie zrobiła jest technicznie wobec reguł, ponieważ nie powinna tego robić póki nie stanowi to oczywistego zagrożenia. Szczęśliwe dla niej, jej szef jest bardziej zainteresowany powstrzymywaniem nagłówków w gazetach o treści ,,pozwolili roztrzaskać dłoń dziecku” ,które później trafiły by do litery prawa.


  Literka B ma inne doświadczenie. B, pracował w inner city - youth* (więcej w materiale dodatkowym)  , przeważnie tam, ponieważ ich uzależnieni od używek, agresywni rodzice nie mogli poradzić sobie z wychowywaniem jako rezultat ,czy przeczytałeś połowę swojego wyroku? Nie było za dużo funduszy dla programu w którym uczestniczył B, a to co było szło na utrzymanie uczestnika zajęć, tak aby placówka wciąż była operatywna. To był najlepszy pomysł być te dzieci pozostały w ośrodkach jak najdłużej, niezależnie od tego,,że żyją w pokoju z bandą agresywnych, sfrustrowanych nastolatków” jako najlepszy sposób rozwiązania ich problemów (notka: który nigdy nie jest)


3. Jest dużo nasienia


    Nastolatki – niezależnie od tego co dzieje się z ich życiem – mają obsesje na punkcie swoich, hmmmm, wędzideł. To jest powód dlaczego odgrywamy sztukę Romeo i Julia i robi to około 7 miliardów ludzi. Kiedy zamykasz się z bandą nastolatków  w czymś co funkcjonuje jako kolorowe więzienie , ale nie reagują jak ludzie z normalnego więzienia. Jak opowiada nam Q: ,,Mój pierwszy tydzień rozpocząłem w klasie gdzie studenci byli w takim samym wieku jak ja; 21.

    Byłem z 21 letnim mężczyzną ,który miał historię niekontrolowanej masturbacji. Odnosząc się do tego, miałem doświadczanie tylko z małymi dziećmi i napadami złości. Ten człowiek próbował przykleić penisa do swojego uda i tak się zaspokajać, musieliśmy go przed tym powstrzymywać. Na trzeci dzień mojej pracy, autobus wysadził go i kierowca krzyczał ,,Nie wiem co robić! Jest goły! Jest cały goły!” Jasne ,że był goły i do tego pokryty nasieniem.

    Literka M ma także doświadczenie w tego typu sprawach. M opowiada. '' Jestem normalnym, prostym facetem*1, ale nie raz ejakulowałem się od czasu do czasu, ale jeden z moich podopiecznych (odnośnie się do autystycznego nastolatka) był... obdarzony.

    W wakacje nosił czasami szorty, i te szorty były tak krótkie ,że mógł sięgnąć ręką i... o tak, na mój but czy kostkę. Musiałem przestać chodzić przy nim w sandałach. Zdarzało się także ,że jak naszła go żądza, dzieciak miał tendencje do ,,walnięcia ręką o ścianę czy stół i krzyknięcia na cały głos ,,PENIS”. Zabieraliśmy dzieci na wycieczki do prawdziwego świata, więc przydarzało się tak często innym ludziom czy w innych miejscach niż mogę policzyć.

    Biada tym wychowawcom którzy spuszczą na kilka minut z oczu dziecko na ich 12 godzinnej zmianie. Jak B opowiada ,,Rozmawiałem z pracownikiem w biurze kiedy w   roztargnieniu podniosłem kulę śniegową stojącą na biurku ,,O mój Boże, on to trzyma bez rękawiczek”, ktoś krzyknął. Szybko wypuściłem obiekt. Okazało się ,że niecałe 5 minut temu zostało wyciągnie z vaginy podopiecznej. Kula Śniegowa.





2. Nie ma treningu, a reguły są szalone.


    Zadajesz pytanie, jak ludzie są przygotowywani do takiej pracy? Na 2 z 3 przypadków, nie są. M zaczął bez żadnego przygotowania czy treningu. ''Szkoła nie miała funduszy na trening kiedy zaczynałem : zajęło to 6 miesięcy nim dostałym się na kurs fizycznego obezwładniania. Po prostu powiedzieli : ,,Ten dzieciak rozwalił ostatniemu facetowi czaszkę i czasami rozsmarowuje  kupę na swoich zębach więc, na miłość boską nie daj się ugryźć.

    Kiedy M zaczął trening, to był 8 godzinny kurs zwany Crisis Prevention Intervention  (Kryzysowa Prewencja Interwencyjna). CPI jest czymś beznadziejnym  dla ludzi ,którzy musieli tego używać. M opisał to jako ,,karate stworzoną dla paranoicznych prawników”. Q opisuje to jako ,,kupę *&@#!” i wspomniał ,że jego wysoce finansowana placówka organizuje dłuższe kursy ,które kończą się praktycznym i pisemnym egzaminem.

    Mieszanina braku treningu jest nieskończona,  sprzeczne reguły nie mają sensu, dopóki nie wywnioskujesz ,że istnieją po to aby placówka nie została prawnie pozwana . Q ma swój własny pogląd na użycie ,,siły” za każdym razem kiedy powstrzymuje jedno dziecko przed pobiciem drugiego, albo jak już było wspomniane, przed zniszczeniem własnej ręki za pomocą młotka.   Mówiąc dalej o sile, w placówce w której pracuje, są także zamykane izolatki pokryte grubą gąbką na wszystkich ścianach, podłodze i suficie, izolatki te są wysoce nieplagalne, ale zrezygnuj z ich użycia to wdasz się w jeszcze większe problemy z uczniami ,którzy mogą stać się jeszcze bardziej agresywniejsi.


    Więc jakim cudem zasady przechodzą  jeżeli są tak podstępnie niesynchronizowane z realiami sytuacjami ? B opowiada ,,Nigdy nie widziałem nikogo z administracji w mojej szkole w przeciągu 3 lat. Nasze światy się nie kolidują”. Kiedy mówimy ,że nikt nie chce myśleć o nich (autystycznych dzieciach) mamy na myśli nikt.


    Trening na nic się nie zdaje, większość nauczysz się od swoich współpracowników. To tak właśnie uczysz się ,że przykrywając dzieciaki miękkimi pufami sprawiasz ,że są mniej bojaźliwie. Q i M przyznają ,że ulubioną rzeczą ich uczniów było siedzenie na macie czy na puffie i położenie na nich kolejnej maty czy puffy na nich i cóż....
  ,,To wygląda naprawdę dziwnie”. Q przyznaje ,, ale czasem potrzebują przyciśnięcia aby poczuć się normalnie i to działa”. Głębokie przyciśnięcie jest dobrze znane jako remedium dla leku dla niektórych autystycznych osób.  Stosowała go także Temple Grandin, światowej klasy doktor nauk o zwierzęta, sama cierpiąca na autyzm ( pisała w swoich wspomnieniach ,że zbudowała maszynę do takiego ,,ścisku”)

,,Maszyna do ścisku/przytulania"


    Czasami jednak dziwnie brzmiąca polityka jest bardziej o niestwarzanie dodatkowych problemów niż odnośnie terapii. ,,Mamy jednego ucznia który wierzy,że jest ochroniarzem”. Q opowiada ,,On myśli ,że zarządza jakimś wydarzeniem i kiedykolwiek chcesz położyć kres jego zachowani, on stwarza jeszcze więcej problemów. Więc daliśmy mu fałszywe walkie-talkie i stworzyliśmy mu wymyśloną pozycje. W zasadzie utrwalamy jego zachowanie, ale dzięki temu powstrzymujemy go od tworzenia chaosu wokół budynku .


    Tak właśnie się dzieje w tych przedstawionych historyjkach – prawie nigdy nie zbliżają do czegoś co my nazywamy ,,edukacją” z tymi dziećmi. Znaczna część czasu i energii jest poświęcana na trzymanie wszystkich w miarę bezpiecznych.

1. Osiągasz z nimi taki postęp jaki możesz osiągnąć.



    Ciężko to powiedzieć mimo ,że dzieci są więzione to są wciąż agresywnymi  i dorosłymi istotami. Nie mogą być ukarani, bo żadna z tych straszliwych rzeczy nie wynika z ich winy. Nauczyciele i pracownicy muszą być cały czas czujni jakby chodzili pośród najgorszych z najgorszych w maksymalnie strzeżonym wiezieniu.  Jest to środowisko paranoi i grozy przerywane przez kolorowanki i słuchanie dziecięcych hitów.


    Q opowiada, '' Pewnego razu byłem z 20 letnim akustykiem ważącym 230 (104 kg) funtów i wysokim na 6,2 stóp (niecałe 1,9 metra)  i z innym młodszym uczniem. Starszy wstał i zaczął szarżować na młodszego. Dostałem się pomiędzy nimi, większy powalił mnie na ziemię i zablokował tak ,że straciłem przytomność. Kiedy obudziłem się, to zdejmowali go ze mnie, ponieważ gryzł moje ciało. Wciąż mam ślady na ramionach po jego zębach.



    Słuchaj, nie możemy wystarczająco przyznać ,że te dzieci są całkowicie nieodpowiedzialne za swoje zachowanie. Są przeważnie przerażone i zawsze im odbija. To naprawdę smutne ale prowadzi to czasem do czegoś co nazywamy... histeryczną siłą, to taki zastrzyk adrenaliny  pozwalający podnieść auto matce jeżeli jej dzieci są pod nim.

    To jest wspaniała rzecz dla tych co nie potrafią użyć odpowiednio lewarka, ale koszmar dla biało – kołnierzowych pracowników*2

    Próbować nauczyć te dzieci czegokolwiek wymaga profesjonalizmu i cierpliwości jak u świętego. Jak M nam opowiada : Mieliśmy w klasie innego dzieciaka, nic nie mówił i był w zasadzie najsłodszym spośród całej klasy. Wydawał takie przeurocze odgłosy, niczym Ciasteczkowy Potwór z Ulicy Sezamkowej i jadł Chetossy. Ważył 200 funtów (90 kg) i nie wiemy jak ale koleś był przypakowany.  Kiedy mu odbijało nikt – nawet sześciu – w specjalnym programie nie mogło go w pełni obezwładnić. Odbiło mu pewnego razu kiedy moja szef, niska, przemiła pani w 60tce starała nauczyć go ręką gestu ,,poproszę” nim sięgnął po kolejną paczkę chrupek. Nie spodobało mu się kiedy odebraliśmy mu paczkę , i wtedy oszalał. Chwycił ramie  mojej szefowej oraz wbił w nie  swoje paznokcie. Były one tak długie ,że [przebiły skórę. Nie mogłem zdjąć jego rąk z ramienia mojej szafowej. Ona natomiast siedziała tam, spokojnie mówiąc do niego i starając się pokazać mu znak ,,Cheetos” tak aby mogła uwolnić się z jego rąk i dać mu nową paczkę. Wygrała, ale jej ramie wyglądało jak rozpaćkana mielonka.


    M nie jest jedynym który ma przerażającą, traumatyczną historię która przekształciła się w praktyczne doświadczenie. B, pracując w ośrodku dla niepełnosprawnych emocjonalnie nastolatków, spędził więcej niż godzinę siłując i obezwładniając nastolatka który wił i wykręcał się grożąc ,że ,,zgładzi”  zwierzaki należące do B. Stało się coś innego, z furii mogącej wydłubać komuś oczy przerodziło się w rodzaj fizycznego i psychicznego wyczerpania.

    ,,Nie mogłem w to uwierzyć, on zaczął płakać. Zaczął opowiadać o swojej biologicznej matce i jak stał obok niej mając 3 latka, kiedy zginęła w ,,podjeździe”*3. Nikt o tym nie wiedział, nawet psychiatrzy nim się zajmujący. Skończyliśmy na tym ,że w przeciągu 10 minut osiągnęliśmy  z nim większy sukces niż w przeciągu ostatnich 2 lat.


    Na koniec, jeżeli jakiś hollywoodzki bądź inny filmowy producent postanowi nakręcić film o tych dzieciak niech umieści tą scenę.Dzieci i nastolatkowie po prostu opuszczą to miejsce, a pracownicy i nauczyciele powłóczą zmęczeni do łazienki by opatrzyć siniaki i zmyć nasienie z ubrań


Tłumaczył: (Na razie) Tajemniczy Pisarz

Materiał Dodatkowy 



1. I'm (..) straight guy -'' (Jestem prostym facetem) - potoczne określenie heteroseksualnego mężczyzny

2. Blue Collar (niebieski kołnierzyk) , White Collar (biały kołnierzyk) - oficjalne i jednocześnie potoczne określenie osób pracujących fizycznie (niebieski kołnierzyk) i umysłowo (biały kołnierzyk).

3. Drive By - Podjazd - Słynna i często wykorzystywana technika przez gangsterów, polegająca na podjechaniu autem pod wyznaczony cel i ostrzelania za pomocą broni palnej z uchylonych okien w samochodzie.

Zbuduj swoją własną maszynę do przytulania/ścisku - http://www.hugmachine.org

Źródła

Oryginalny artykuł: http://www.cracked.com/article_21646_5-shocking-realities-working-with-disturbed-children.html

Urban Direction - słownik slangu amerykańskiego

Wikipedia - pojęcia Temple Grandin, Autyzm.

(Inner - City Youth)  - jest amerykańskim odpowiednikiem polskich świetlic środowiskowych, które zajmują się także ludźmi którzy ukończyli 20 roku poprzez organizację szkoleń zawodowych (najczęściej jako pracowników budowlanych)



Linki organizacji

http://www.icya.ca/

http://innercity.ca/our-vision/